sobota, 17 stycznia 2015

2.

Pizdosun kutasoranu trzy

1.
Japoński eseista
malarz górnik maszynista
hydraulik striptizer
pani z mięsnego żubiarz poeta syn
nikczemne ego stróża
astrofizyk łopata
łopatołak
oszukaniec z rodziny patologicznej
bezdzietnej z siedomioraczkami i babcią
zdobywa czerstwego chleba
kawalarz kulturysta
biszkopt jak chuj strzelił
uwodziciel prawiczek
japońska propaganda kosmiczna
wynalazca kondomów stewardessa
2.
Nic nie ma silniejszego od He-mena z wyjątkiem Domestosu
który nie jest czosnkiem azotu
z lateksowa maską królika
i trzy kwadraty w galaktyce
w wspólnej walce przeciwko majtkom
oblane soczewicą
nie umiały się zjednoczyć
bo beton fapowal na niebie
3.
Piwo w odbycie Judasza
miejsce u mężczyzny między jajami i odbytem
po angielsku to brzmiało:
dawaj termos
ale miedzy nimi był kofi tejbel
i pykał sprzątaczki
robiąc zdjęcia w negatywie
mój termosie
współadminie dyktafonu słonia
4.
Zrobił w centrum kartkę dziurawa
z rożkiem i baldachimem z okapem
z przedziałem na salon
sito bez dziur
karimatsu jak nie origami
chuj z karimatami
nie świecimy ołowiem
5.
Przypłynęła kaczka YOLO na wiośle nie miała sprężyn i powiedziała
tylko buk morze mnie sądzić
ale chodziło jej o drzewa i o wodę
jednak mówiła z błędami ortograficznymi pismem drukowanym
i nie miała domofonu bo trzepała biedronki z klapek
marki Kubota chyba ze ural ale to tylko wiosna
6.
Nie był zegarmistrzem pan w błędzie
i czytał horoskop i lubił owoce morza
mieszkał sobie z wózkiem widłowym
który był jego najlepszym przyjacielem
smarował stopy lustrzanym odbiciem własnego ojca
7.
ponieważ symptom Eddiego nie występował wśród białych
emancypacja elfów wyzwoliła feministki
które zjadły rastafarianina
8.
Gitary w Hiszpanii nie podróżują same
bo trzepią dywan oposami
z prezerwatywami z jagód
9.
Był gęsia i skrzypkiem i czytał książki Andersena od tyłu po hebrajsku
a w Iłży miał ciotkę która testowała styropian na swoich owcach
ktore jadły trzy de
...
syzyfowe prace i latarnik

środa, 30 lipca 2014

1.

"Opowieść dyktą i szyldem pisana"
Otworzyliśmy oberżę "Pod prawiczym chujem". Trafna nazwa, biorąc pod uwagę fakt, że częstym gościem był tam mój brat. Wykwintnie udekorowaliśmy wnętrza, jednak ciągle nam czegoś brakowało. Po długich debatach uznaliśmy, że wypadałoby wprowadzić do naszej knajpy trochę blichtru i splendoru. Dominującym elementem, który łączyłby obie te cechy okazał się szyld. Nie zwlekaliśmy więc i wzięliśmy się do pracy.
Niezbędne nam były materiały, potrzebne do produkcji szyldu. I tu cholera nastąpił mały problem, gdyż potrzebowaliśmy drewna z dziewczego lasu, w którym żaden człowiek nie postawił jeszcze swojej stopy (uznaliśmy, że warto wysłać tam morderczego robo-goblina-drwala®, żeby wykradł surowiec za nas), łańcucha wykutego przez legendarnego krasnoluda-prawiczka z trójką synów, spermy prawiczka oraz miesięcznej krwi dziewicy(krew prawiczka dodatkowo punktowana w ogólnopolskim konkursie szyldów).
Musieliśmy włamać się na porodówkę. O ile sperma prawiczka jest towarem łatwo dostępnym, o tyle miesięczna krew dziewicy to biały kruk na półkach w oddziałach krwiodastwa. Do butelek z mlekiem dodaliśmy tabletki gwałtu, po czym wszystkie maleńkie dziewice stały się chętne. Wybraliśmy rudą, bo było nam jej szkoda. Żartuję. Rudych nigdy nikomu nie szkoda, ale ta miała fajną dupę.
Wsadziliśmy ją do wieży, żeby nie śmiała się i nie dokazywała. Projektując wnętrze, celowo zapomieliśmy o schodach, na wypadek apokalipsy zombie. Umieściliśmy Rudą na samej górze, aby spokojnie mogła dorosnąć i dostać okresu. Musieliśmy jednak chronić jej kwiatu, dlatego założyliśmy dodatkowe pułapki:
- zrobiliśmy pułapkę antyrycerzową, wiadomo na kogo
-wynajęliśmy paladyna level co najmniej over 9000
-zamontowaliśmy smoka
-żeby smok jej nie przeleciał kupiliśmy od paladna pas cnoty z podwójnym zamkiem, czytnikiem linii papilarnych oraz siatkówki oka(paladyn jej nie przeleci, bo złożył śluby czystości, a przy okazji zabija zombie-rycerzy czarem zniszczenia ciemności i leczy smoka w razie grypy żołądkowej)
-smok zabija wieśniaków (tak, żeby podnieść statystyki)
Przy okazji nie musieliśmy płacić smokowi, bo dostał zakwaterowanie na zamku.
Długo i w pocie czoła zastanawialiśmy się skąd weźmiemy krasnoluda-prawiczka z trójką synów. Zajrzeliśmy do żłobka dla krasnoludków, przy ulicy Piłsudskiego( siedem żłobków zjeździliśmy kurwa, ulica Piłsudskiego jest wszędzie). Znaleźliśmy odpowiedniego krasnoludzkiego dzieciaka i porwaliśmy go. Wsadziliśmy małego, przyszłego śnieżkojebce do piwnicy. Gdy pierwszy raz mu stanął, pobraliśmy spermę i wykastrowaliśmy. Zatrudniliśmy też najlepszych mistrzów kowalstwa BDSM, żeby uczyli go fachu.
Wrócę jednak do kastracji małego skurwysyna. Nóż, którym mieliśmy dokonać tegoż czynu, krasnoludek musiał wykuć sobie sam ze smoczej kości (wiadomo teraz, po co nam smok). Miał go wykuć w przyszłości.
Dobrze się złożyło, bo akurat, jak na zawołanie do naszego zamku przybył mag level 9000, maszyną z przyszłości. Krasnoludek nie wahając się, zajebał magowi maszynę i ustawił podróż do przyszłości z efektem natychmiastowym. Ale, że przyszłość nie była tak daleko, właściwie za tydzień, to mały złośnik doskonale wykorzystał ten czas i obejrzał całą sagę"Zmierzch" (kochliwy chłopak był, wrażliwy). Gdy już znalazł się w tej przyszłości, zapierdolił smoka, a z jego kości wykuł miecz do kastracji (+3 do dziewiczych obrażeń). Przysłał nam ten miecz do przeszłości, która okazała się dzisiaj i dał nam miecz, po czym go wykastrowaliśmy i daliśmy wódkę.
Akurat robiliśmy dobudówkę do zamku, w postaci burdelu literacko-informatycznego, gdzie kurwy podczas miłosnych uniesień recytują poezję w kodzie binarnym. Krasnala postawiliśmy na bramce, żeby wpuszczał tylko kompletnie pijanych miłośników poezji i komputerów (Nawiasem mówiąc nie postał tam długo. Jako, że był fanem Cracovii nieumyślnie wybrał się do Kielc i dostał kosę pod żebro od swojego ojca-fana Korony. Gdy ojciec dowiedział się, że zabił własnego syna, umarł. Zabiła go wódka, wpadł pod dostawę do monopolowego).
Tymczasem Ruda rosła i rosła, ale jeszcze nie dorosła. Nam interes się kręcił, dopóki nie odwiedził nas osiedlowy Seba. Naszego maga poniósł melanż w przeszłości i został hipsterem. Kompletnie poniósł go fejm. Zaniepokojony jego wizerunkiem Seba zamroził go na śmierć w płynnej cebuli. Z naszego Seby był też całkiem niezły podróżnik, czasem wchodził sobie na słupy od prądu.
Ze spermy krasnoluda, która dawno temu pobraliśmy, wykluli nam się z in-vitro trzej jego synowie. Trafili jednak na złoża metanu, więc długo się nimi nie cieszyliśmy. Ruda dorosła, więc pobraliśmy jej krew i zdjęliśmy pas cnoty. Wtedy zaczęła się puszczać. Paladynowi wsadziła dwie stopy w odbyt i zaklaskała. Klaśnięcia wprowadziły ciało paladyna w rezonans, po czym matka urodziła syna i dała mu na imię Seba. Syna wysłaliśmy w przeszłość, aby mógł zabić maga w naszym klubie. Potem pierdolnął go prąd.
Ruda nadal się puszczała, urodziła piękną, rudą, dziewczynkę, po czym dostała HIV i umarła. Przygarnęliśmy mała dziewczynkę i wysłaliśmy ją w przeszłość, po czym (jak wspominaliśmy wcześniej), porwaliśmy ją z porodówki.
Nasz szyld wreszcie został ukończony. Gdy już chcieliśmy zaprezentować go światu, do oberży wtargnął nasz drogi przyjaciel-troglodyta, chodzący w bezrękawniku i spalił nasze dzieło. Po wszystkim oznajmił: "eeee...ale ucudowałem, bedzie kara" i odszedł chwiejnym krokiem.
Na miejsce szyldu wstawiliśmy kawałek dykty z napisem "tu kiedyś wisiał szyld oberża pod prawiczym chujem". Po wszystkim oddaliliśmy się w stronę zachodzącego słońca, nucąc piosenki religijne.

***
Tydzień później pewien młody adept arkanów magii i wiedzy tajemnej (wizzard noob, przydupas Merlina), podczas jednej ze swych pijackich wojaży, racząc się zminym napitkiem w postaci desperadosa, napotkał na pewną piwnicę z dyktą nad drzwiami. Postanowił, że poświęci całe swoje życie, by zbudować wehikuł czasu i zamieścić szyld w jego prawowitym miejscu.

PS. Książka o przygodach maga innym razem. Jeśli nam się będzie chciało.

Tekst napisany przy współpracy:
Kapitana Kiep-Kielona, AndrzejaBadGirl i tej blondyny z cyckami.

I nie biorę sobie jego lwiej części.